4/2019


Bezpieczeństwo ruchu drogowego w Jaworznie. O tym, jak inżynieria naprawia zaniechania ewolucji

Wstęp, czyli krótki rys dotyczący ewolucji człowieka

24 listopada 1974 r. w okolicach wsi Hadar w ryfcie1 wschodnioafrykańskim w Etiopii odnaleziono prawie kompletny szkielet Lucy. Miała wysklepione podbicie stopy i przeciwstawne kciuki. Poruszała się pionowo. „Nasza prababcia” miała płaską twarz, podobnie osadzone oczy. Może nie była za wysoka, ale fizjologicznie była już bardzo zbliżona do rodzaju homo. Była australopitekiem afrykańskim, czyli należała do hominidów ‒ człowiekowatych. Lucy urodziła się 3,15 miliona lat temu. I od tego czasu potomstwo australopiteka ewoluowało przez ponad trzy miliony lat, rozwijając cechy fizjologiczne, które ewolucja uznała za niezbędne do przeżycia i rozmnażania się ludzi.

Ewolucja zawsze premiuje oszczędzanie energii. Zawsze. Dlatego nie uznała za stosowne stwierdzić, że do przeżycia potrzebujemy układu nerwowego reagującego szybciej niż 0,25 sekundy. Potrafi dać niektórym organizmom lepsze zdolności w tej kwestii (nawet muchy są w stanie zareagować szybciej niż my), ale nam nie były potrzebne. Nie uznała, że warto wyposażyć nas w kościec, mięśnie i ścięgna pozwalające przeżyć obrażenia w zakresie naszych naturalnych prędkości i przyspieszeń. Przeżyjemy upadek z drzewa z kilku metrów, nie zabijemy się, potykając podczas szybkiego biegu, czyli przy prędkości około trzydziestu kilometrów na godzinę. Ewolucja oszczędzała energię, więc tak już mamy. Choć są organizmy zdecydowanie bardziej wytrzymałe na urazy. Są takie, które mają nawet pancerze.

Przez trzy miliony lat prowadziliśmy dzienny tryb życia, dlatego ewolucja uznała, że widzenie w ciemnościach nie jest tym, czego potrzebujemy. W ciemnościach jesteśmy prawie ślepi. Nie widzimy kolorów. Ani ostro, ledwo zarysy. Choć są organizmy, dla których ciemność nie stanowi przeszkody. Ewolucja miała na to sposoby, ale dla naszego trybu życia było bez sensu, by inwestować w nocne widzenie.

Lucy miała oczy takie jak my – widziała stereoskopowo w zakresie 160 stopni. Ale ewolucja nie uznała za ważne, żeby rozwijać ten zmysł tak jak u innych gatunków – widzimy ostro zaledwie w zakresie 15 stopni. Pozostały zakres to widzenie nieostre, rozmyte. Wykorzystują to projektanci gier komputerowych, używając dodającego realizmu efektu „blur” – rozmycia obrazu na krawędziach – oszczędzają w ten sposób moc obliczeniową procesorów karty graficznej – dokładnie jak ewolucja – oszczędzają energię.

Radzimy sobie z tym ograniczeniem ostrości, poruszając gałkami ocznymi albo całą głową, kręcąc szyją. Są organizmy, które szyją kręcić nie potrafią. My tak. Ewolucja zainwestowała w tę umiejętność, gdyż była mniej energochłonna niż skonstruowanie nam oczu widzących ostro w pełnym zakresie. Ale na boki widzimy słabo, do tyłu – wcale. Jednak w strefie nieostrego widzenia jesteśmy w stanie dostrzec szybko poruszające się duże obiekty – takie, jakie mogą dla nas stanowić zagrożenie – drapieżniki. Kiedy coś się poruszy, zwracamy w tę stronę gałki oczne albo całą głowę. I WYDAJE nam się, że widzimy obraz ostro. I WYDAJE nam się, że widzimy wszystko. A to nieprawda. Ostre widzenie przy szybkim ruchu głowy czy gałek jest fizycznie niemożliwe. Obraz powinien być rozmyty jak za oknem pociągu. Ewolucja „wpadła na pomysł”, jak ominąć to ograniczenie – to, co widzimy, to nie jest to, co widzą receptory światła znajdujące się wewnątrz gałek ocznych – obraz jest przetwarzany w mózgu bez udziału świadomości. Zanim trafi do naszej jaźni, gdzie rozumiemy znaczenie obrazów, mija 14 milisekund potrzebnych na przetworzenie światła. Wszystkim tym zajmuje się płat potyliczny, który dokonuje analiz koloru, ruchu, kształtu i głębi. Analiz i obróbki – żebyśmy „widzieli” ostro obraz, który jest rozmyty – płat potyliczny wycina i łączy ostre klatki obrazu. Na sawannie nie stanowiło to żadnego problemu. Gorzej, jeśli w wyciętych klatkach podczas obróbki obrazu w mózgu kierowcy rozglądającego się na skrzyżowaniu znajdzie się rowerzysta lub motocyklista. Albo w wyciętej przy obróbce obrazu klatce spojrzenia pieszego na przejściu znajdzie się samochód… Wycięcie ważnego obrazu – i to całkowicie poza świadomością, bo to płat skroniowy dokonuje priorytetyzacji obrazu – jest we współczesnej cywilizacji technicznej ewolucyjnym czynem, który może stać się zbrodnią. Ale o tym później. Bo problemów związanych z fizjologią naszego gatunku i naszą psychologią jest więcej. Pozostańmy przy wzroku.

Przez trzy miliony lat ewolucja wyostrzyła naszą uwagę na kolor żółty – widzimy go jako pierwszy. I na dwa czerwone znajdujące się obok siebie punkty – potrafimy zareagować na nie ze strachem – tak świecą w ciemnościach oczy drapieżników. Kolor zielony nas uspokaja.

Jesteśmy w stanie śledzić równolegle zaledwie kilka dziejących się scen. Gdy wokół nas dzieje się zbyt dużo, jesteśmy zdezorientowani. Życie na sawannie było zdecydowanie mniej skomplikowane niż obecna cywilizacja techniczna, a nawet życie w miastach, które toczymy dopiero od dziesięciu tysięcy lat. Ewolucja jeszcze nie zdążyła nas do niego dostosować.

Ewolucja uznała, że zbędne jest nam widzenie w podczerwieni. Dlatego nie widzimy we mgle. Nie było też okazji przez trzy miliony lat nauczyć nas prawidłowej oceny szybkości zbliżających się i oddalających obiektów, potrafimy ocenić je mniej więcej. A już zupełnie nie dajemy sobie rady z oceną prędkości przedmiotów poruszających się nienaturalnymi prędkościami. Zagrażające nam zwierzęta przecież wcale nie poruszają się dużo szybciej niż my o własnych siłach. A prędkości osiągane na autostradach są całkowicie poza zasięgiem naszych zmysłów. Prawdziwy rozwój motoryzacji to czas życia zaledwie kilku pokoleń.

A co z naszą motoryką? Jeden na tysiąc, jeden na kilkaset – w zależności od osobników – ruchów wykonujemy błędnie. Jako gatunek potrafimy być niezdarni. Przez miliony lat niewiele nam z tego powodu groziło – jeśli nie trafiliśmy włócznią w zwierzę, to chodziliśmy głodni. Tyle. A co, jeśli popełnimy błąd lub niezdarność podczas używania pojazdu poruszającego się z nienaturalną gatunkowo prędkością?

Nie tylko nasza fizjologia jest problemem. Mamy go również z psychologią. Osiągnęliśmy ewolucyjny sukces dzięki naszej ciekawości i agresji. Lubimy przekraczać granice. Żyjąc wciąż w nieprzyjaznym środowisku sawanny, zagrożeni ze strony drapieżników i innych przedstawicieli naszego gatunku, potrzebujemy nieustanie dostarczania dawek adrenaliny.
Co gorsza, nasz ośrodek nagrody wciąż dopomina się stymulacji. Gonimy za przyjemnością, ponieważ ewolucja stwierdziła, że to jest niezwykle korzystne dla przetrwania gatunku, zaludnienia planety i uczynienia jej sobie poddaną. Kultura,
a w szczególności kultura prawna, funkcjonują dopiero tysiące lat. Na miliony lat ewolucji.

Poddanie się regułom jest nam ewolucyjnie obce. Dlatego tak łatwo przychodzi nam ich naruszanie. I jednocześnie jesteśmy istotami społecznymi, zachowującymi się jak ogół innych przedstawicieli naszego gatunku. Gdy społeczność jest spokojna i pokojowa – my także tacy jesteśmy. Gdy znajdziemy się w tłumie wypełnionym agresją, poddajemy się jej i sami stajemy się agresywni.

To prawdopodobnie dlatego „mniej cywilizowani” polscy kierowcy, wyjeżdżając do miejsc, gdzie odbywa się spokojna, niespieszna jazda, zachowują się tak jak większość kierowców. Wystarczy jednak, że znajdą się w środowisku agresywnie jeżdżących, dostosowują swoje zachowanie do otoczenia.

Ten długi wstęp jest po to, żeby zrozumieć mechanizmy, jakie sprawiły, że działania podjęte w Jaworznie w zakresie poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego doprowadziływ zupełnie nieoczekiwanym tempie do osiągnięcia sukcesu Vision ZERO, czyli doprowadzenia do sytuacji, że w mieście średniej wielkości zredukowano liczbę wypadków śmiertelnych do zera. I to dwukrotnie w ponadrocznych okresach – od maja 2016 r. do stycznia 2018 r. i od grudnia 2018 r. do dziś. I zupełnie symptomatyczne jest to, że poważne wypadki (zakończone śmiercią użytkowników dróg), do których doszło w 2018 r., były spowodowane przez kierowców spoza Jaworzna, którzy nie znali albo nie akceptowali reguł poruszania się po mieście. I nie ma tutaj zaburzenia statystycznego, gdyż ruch tranzytowy stanowi zaledwie 10 procent miejskiego ruchu, a w przypadku wypadków śmiertelnych zamiejscowi kierowcy dokonali ich 100 procent.

 

Założenia urbanistyki a ewolucja gatunku ludzkiego

W ciągu ostatnich trzydziestu lat w środowisku urbanistów ugruntowało się przekonanie, że miejskie życie lepiej toczy się w miastach zaprojektowanych według reguł Nowej Urbanistyki opisanej przez kopenhaskiego architekta Jana Gehla, na którego niezwykły wpływ miała jego małżonka, z zawodu psycholog społeczny. Ludzie w gehlowskich miastach są szczęśliwsi, jakość ich życia jest wysoka, podobnie jak poziom poczucia osobistego bezpieczeństwa. Miasta konstruowane według zasad Nowej Urbanistyki są szczęśliwsze dokładnie z tego samego powodu, z jakiego ulice w Jaworznie są mniej śmiercionośne – kształt ulic, budynków i przestrzeni publicznych jest wynikiem refleksji nad psychologią, kulturą i ewolucyjnymi uwarunkowaniami gatunku homo. Są takie krajobrazy, w których czujemy wyjątkowo swojsko i bezpiecznie, bo mamy je zapisane w genach – mamy w DNA zapisany kulturowy obraz raju, w którym wyewoluowaliśmy i jest to – nawet współczesny – krajobraz wschodnioafrykańskiego ryftu.

Ale jak to ma się do naszych zachowań na drogach, po których poruszamy się pojazdami ważącymi półtorej tony lub więcej, z prędkościami, które są dwa lub więcej razy większe niż nasze prędkości naturalne? Ponad milion istot ludzkich zabitych rocznie wskutek ruchu drogowego jest naturalną konsekwencją tego, że jako gatunek prowadzimy pojazdy w sposób i w warunkach zupełnie odmiennych od tych, do jakich przygotowały nas miliony lat ewolucji.

Pozwolę sobie również na dygresję związaną z inżynierią, którą nasz gatunek wynalazł w starożytności, budując drogi w czasach rzymskich. Dwa tysiące lat temu podróże odbywały się wyłącznie z użyciem mięśni własnych lub udomowionych zwierząt. Dlatego optymalizacja dróg ówczesnych inżynierów polegała na maksymalnym skróceniu dystansu – starano się projektować jak najdłuższe proste odcinki dróg i o łagodnej niwelecie2. Ryto wykopy, budowano nasypy i ta „tradycja” przekazywana była przez pokolenia inżynierów do współczesności. Do czasów, kiedy optymalizacja energetyczna podróży nie jest już taka istotna, a może stać się poważnym zagrożeniem z powodu uwarunkowań ewolucyjnych człowieka. Nie ma bowiem nic nudniejszego niż poruszanie się z małą prędkością po autostradzie. Naturalnym pragnieniem każdego osobnika gatunku homo jest jak najszybsze dotarcie do punktu drogi znajdującego się na horyzoncie. Dociskamy pedał gazu nawet nieświadomie. Innym zagrożeniem wynikającym z konstrukcji psychologicznej naszych organizmów jest zjawisko drogowej hipnozy i przypadków zaśnięcia podczas jazdy długimi, prostymi odcinkami dróg. O ile zasypianie podczas jazdy autostradami jest dość proste do wyjaśnienia, to wejście w stan hipnotyczny wywołany regularnością znaków poziomych i słupków drogowych w monotonnym krajobrazie jest wciąż przedmiotem badań psychologów.

(...)

Tomasz Tosza
Miejski Zarząd Dróg i Mostów w Jaworznie

 


Pełna wersja artykułu "Bezpieczeństwo ruchu drogowego w Jaworznie. O tym, jak inżynieria naprawia zaniechania ewolucji" w pliku PDF

 

powrót
drukuj